Aktualności

Rola Matki w Rodzinie

2014-03-01 22:27:49

Ks. dr Marek Dziewiecki

 

Matka wychowuje do trzeźwości wtedy, gdy uczy dzieci miłości do Boga i bliźniego, bo miłość najlepiej chroni przed uzależnieniami.


Wstęp

W minionym roku duszpasterskim przyglądaliśmy się roli mężczyzny – a zwłaszcza roli ojca – w odniesieniu do trzeźwości rodziny. Obecny rok duszpasterski, który w Kościele rozpoczął się pierwszą niedzielę Adwentu, nosi hasło: Kochająca matka zawsze trzeźwa. Niniejszy tekst przedstawia główne prawdy biblijne i egzystencjalne na temat szczególnego charyzmatu, jakim Bóg obdarza każdą kobietę oraz na temat roli kobiety w rodzinie jako żony i matki.


Kobieta – geniusz człowieczeństwa

Biblia ukazuje fakt, że być kobietą, to być kimś szczególnie wrażliwym na świat osób, a także na świat więzi, wartości i norm moralnych. Bóg stworzył kobietę właśnie po to, by pomagała mu pokonać samotność i budować więzi miłości – aż do tych najbardziej trwałych i najważniejszych więzi na tej ziemi, jakimi są więzi małżeńskie i rodzicielskie. Niezwykłością kobiety jest nie tylko jej szczególna wrażliwość na więzi i szczególna zdolność budowania więzi, lecz również to, że kobieta może być matką, czyli kimś, kto potrafi ofiarować część własnego ciała i część własnej krwi po to, by mogło zaistnieć i rozwijać się życie nowego człowieka. Kobieta – matka, to ktoś najbardziej podobny do Chrystusa, który na krzyżu ofiarował nam całe swoje ciało i przelał dla nas wszystką swoją krew. Kościół od zawsze głosił, że najwspanialszym człowiekiem w historii ludzkości nie był mężczyzna, lecz właśnie kobieta – Maryja. Matka Chrystusa to arcydzieło kobiecości i jednocześnie arcydzieło człowieczeństwa! Syn Boży przyjął ciało mężczyzny po to, by chronić kobiety. Bronił je nie tylko przed poniżeniem i krzywdą, ale nawet przed pożądliwym spojrzeniem mężczyzn. Promocja kobiety, jej godności i jej kobiecego geniuszu stanowi podstawę troski o człowieka także w naszych czasach. Przyszłość ludzkości zależy bowiem najbardziej od tego, czy większość kobiet będzie drugą Ewą, która karmi siebie i innych toksycznymi iluzjami, czy też drugą Maryją, która karmi siebie i innych Bogiem, który jest Prawdą i Miłością.

 

Geniusz kobiecy matki

Specyfiką kobiet i przejawem ich geniuszu, jest ich wyjątkowa i większa niż u mężczyzn wrażliwość na świat osób, na troskę o bliskich, na pomaganie im w rozwoju – w każdej sytuacji i za każdą cenę. Matka łatwiej niż ojciec empatycznie wczuwa się w myśli, przeżycia i potrzeby dziecka. Dostrzega więcej sygnałów od dziecka, trafniej interpretuje jego mimikę, dłużej z nim rozmawia, częściej okazuje bliskość i czułość. Szczęśliwa matka staje się dla dziecka niezawodnym sejfem i wiernym przyjacielem. Nie jest natomiast koleżanką, partnerką, czy osobą, o której zachowaniu mogłoby decydować dziecko. Dojrzała matka stwarza dziecku klimat serdeczności i bezpieczeństwa. Nie jest jednak naiwna i dlatego – podobnie jak Jezus – stawia wymagania tym, których kocha. Wie, że dziecko nie stanie się szczęśliwe, jeśli będzie kochane, ale samo nie zacznie kochać. Właśnie dlatego mądra matka potrafi dziecku coś nakazać czy zakazać, pilnuje, by odrobiło lekcje, by wyłączyło komputer, by poszło do kościoła, by szanowało innych ludzi, by posprzątało swój pokój i wypełniło wszystkie inne jej polecenia oraz codzienne obowiązki.


Feministyczne mity i stereotypy

W laickich mediach propagowany jest stereotyp kobiety – katoliczki jako zacofanej, mało atrakcyjnej, zależnej od mężczyzny i naiwnie „poświęcającej się” małżeństwu i rodzinie. Mit ten propagują zwłaszcza feministyczne aktywistki. Czynią tak po to, by ukryć prawdę o sobie i by uchodzić za kobiety „wyzwolone”. W rzeczywistości feministki wyzwoliły się jedynie z wiary we własny geniusz kobiecy. Nie wierzą bowiem w to, że potrafią wychować takich mężczyzn, którzy pokochają je na zawsze i w sposób nieodwołalny. W tej sytuacji niepisanym „ideałem” feministek staje się zasada: „kobieto i mężczyzno, nie ufajcie sobie nawzajem, walczcie ze sobą i bądźcie bezpłodni!”. Feministki zastąpiły marksistowski mit o konieczności walki klasowej nowym mitem – o nieuchronności walki między kobietami a mężczyznami. Feministki nie wierzą w to, że kobiety i mężczyźni mogą być szczęśliwi razem i że mogą się wzajemnie wspierać, a nie ze sobą walczyć.

Tymczasem te kobiety, które opierają swoją tożsamość na biblijnej wizji człowieka i respektują własne priorytety, mają świadomość swojej godności i kobiecego geniuszu. Szczególnym przejawem tego geniuszu jest to, że potrafią wychować takich mężczyzn, którzy stają się zdolni do miłości małżeńskiej: wiernej, wyłącznej, odpowiedzialnej i płodnej. Kobiety katolickie wiedzą o tym, że największym obrońcą i przyjacielem kobiet w całej historii ludzkości jest Chrystus. Wszystkie kobiety, które Go spotykały, stawały się zdolne do wiernej i dojrzałej miłości, podczas gdy wielu mężczyzn po spotkaniu z Nim odchodziło, a niektórzy z nich skazali Jezusa na śmierć. Kobieta zaprzyjaźniona z Chrystusem rozkwita w swej kobiecości, promieniuje radością i głębią, a przez to fascynuje i przemienia mężczyzn.


Kobieta w szkole Jezusa

Kobieta formowana w szkole Jezusa wie o tym, że żaden mężczyzna nie ma prawa jej wykorzystywać ani krzywdzić. Zachowuje się w taki sposób, by mogła być kochana, a nie ledwie pożądana czy traktowana jak przedmiot użytku. Ma świadomość tego, że przemoc w rodzinie zaczyna się już wtedy, gdy mąż przestaje okazywać jej miłość. Uczennica Chrystusa jest w każdej dziedzinie realistką i dlatego wie o tym, że szczytem przemocy w rodzinie jest aborcja, za którą w równej mierze odpowiedzialni są obydwoje rodzice. Ma też świadomość tego, że gdy rodzice zabijają własne dziecko, to nic nie powstrzyma ich później przed krzywdzeniem siebie nawzajem.

 

Kobieta, która jest zaprzyjaźniona z Chrystusem, uczy się od Niego ewangelicznej mentalności zwycięzcy. Oznacza to, że w każdej sytuacji stawia sobie wymagania zgodne z zasadami Ewangelii po to, by dorastać do świętości i by rozwijać swój kobiecy geniusz. Kształtuje w sobie bogate człowieczeństwo oraz dojrzałą wrażliwość duchową i moralną. Wypływa na głębię więzi, które ochrania dojrzałą hierarchią wartości i respektowaniem Dziesięciu Przykazań. Postępuje jak Boża księżniczka i naśladuje Maryję. W swej dobroci i kobiecej wrażliwości jest w stanie kochać wszystkich ludzi, jakich spotyka, a dzięki swej mądrości wie, że własny los i los przyszłych dzieci może zawierzyć jedynie takiemu mężczyźnie, który ma ideały i wartości podobne do jej ideałów i wartości i który zaprzyjaźniony jest z Bogiem.


Kobieca dobroć i mądrość

Kobieta uformowana w duchu Ewangelii nie jest nigdy naiwna, gdyż wie, że Chrystus wyrażał miłość w sposób dostosowany do zachowania tych, których spotykał. On uzdrawiał, wspierał i chronił ludzi szlachetnych, natomiast ludzi błądzących stanowczo upominał, a krzywdzicieli i faryzeuszów publicznie demaskował po to, by nie mogli już nikogo skrzywdzić. Kobieta zaprzyjaźniona z Chrystusem wie, że miłość jest nie tylko szczytem dobroci, ale też szczytem mądrości i że w miłości, której uczy nas Jezus, obowiązuje zasada: to, że kocham Ciebie, nie daje Ci prawa, byś mnie krzywdził! Kochać to przecież stawać się mądrym darem, a nie naiwną ofiarą. Dojrzałe kobiety są twórcze duchowo. Dysponują fantazją miłości i geniuszem wychowawczym. Są natchnieniem dla mężczyzn w ich aktywności w każdej sferze życia. Mężczyznom trudno zdobyć się na pracowitość i zaangażowanie wtedy, gdy w ich życiu zabraknie szlachetnych kobiet. Swoją miłością kobieta potrafi wydobywać dobro z drugiej osoby. Wybiera zwykle taką pracę zawodową, która oznacza bliski kontakt z ludźmi. Staje się nauczycielką, pielęgniarką, lekarką, terapeutką. Dojrzała kobieta rozumie inne kobiety i solidaryzuje się z nimi, a mężczyzn uczy szacunku i podziwu do kobiet. Mobilizuje ich do budowania społeczeństwa, w którym osoby są ważniejsze niż rzeczy, a to, kim jesteśmy, nieskończenie ważniejsze jest niż to, co posiadamy.

 

Mimo wewnętrznych trudności i zewnętrznych zagrożeń, także w naszych czasach wiele kobiet dorasta do swego geniuszu. Nie ulegają one sloganom, że kobieta jest „warta” nowych kosmetyków czy modnych ubrań. Wiedzą, że kobiety są warte czegoś znacznie więcej: szacunku, wdzięczności, podziwu dla ich uroku oraz dla ich sposobu bycia żoną, matką, siostrą, córką, współpracowniczką, dla ich niezastąpionego wkładu w życie rodziny i społeczeństwa. Gdy otrzymują miłość i wsparcie, wtedy dosłownie rozkwitają w swojej kobiecości, jak kwiaty rozkwitają w słońcu. Dojrzałe i szczęśliwe kobiety postępują w sposób godny godności dzieci Bożych i wymagają od mężczyzn, by tak je właśnie traktowali. Wtedy czują się radosne i spełnione. W Liście do Kobiet Jan Paweł II dziękuje Bogu za „tajemnicę kobiety i za każdą kobietę – za to, co stanowi odwieczną miarę jej godności kobiecej, za wielkie dzieła Boże, jakie w niej i przez nią dokonały się w historii ludzkości. Dziękujemy ci, kobieto, za to, że jesteś kobietą! Zdolnością postrzegania, cechującą twą kobiecość, wzbogacasz właściwe zrozumienie świata i dajesz wkład w pełną prawdę o związkach między ludźmi”.


Kobieca hojność i realizm

Patrząc na kobiety z perspektywy mężczyzny, łatwiej jest dostrzegać i cenić kobiecy geniusz. Także ja, ksiądz, głównie od kobiet uczę się rozumieć i kochać człowieka. Zachwyca mnie to, że kobieta jest geniuszem w mnożeniu otrzymanej miłości. Każde dobre słowo, każdy otrzymany znak wsparcia, każdy przyjęty gest czułości zamienia ona we wdzięczność i miłość, którą obdarza spotykanych ludzi. Właśnie dlatego to kobiecie, a nie mężczyźnie, powierza Bóg dziecko w okresie rozwoju prenatalnego, a zatem w tej fazie życia, w której dziecko potrzebuje kogoś, kto jest geniuszem miłości i kto potrafi karmić je własnym ciałem i własną krwią.

 

Wielki szacunek wzbudza też inny przejaw geniuszu kobiety, a mianowicie sposób reagowania w obliczu poważnych trudności czy kryzysu. Mężczyźni, którzy znajdują się w trudnej sytuacji, poszukują w samotności sposobów pokonania swoich problemów. Tymczasem kobiety skupiają się najpierw na uświadomieniu sobie tego, że są kochane i na szukaniu kontaktu z tymi osobami, które najbardziej je kochają i które najbardziej mogą im pomóc. Właśnie dlatego znacznie więcej kobiet niż mężczyzn zgłasza się ze swoimi problemami do przyjaciół, do duszpasterzy, a także do poradni czy telefonów zaufania. Kobiety okazują się zatem większymi niż mężczyźni realistkami! Dzięki temu częściej niż mężczyźni znajdują odwagę i siłę potrzebną do szukania rozwiązań prawdziwych, a nie jedynie „rozwiązań” pozornych, które kuszą tym, że są łatwe, chociaż w dłuższej perspektywie powiększają jedynie rozmiary kryzysu i cierpienia. Typowym przykładem „rozwiązań” łatwych jest sięganie po alkohol czy narkotyk po to, by „zapomnieć” o problemach. To nie przypadek, że mężczyźni trzykrotnie częściej odbierają sobie życie niż kobiety, chociaż to właśnie kobiety cztery razy częściej podejmują próby samobójcze. Kobiety czynią to jednak po to, by wołać o pomoc, a nie o śmierć.

 

Im więcej będzie wśród nas kobiet podobnych do Maryi oraz im bardziej my, mężczyźni – świeccy i duchowni – będziemy uczyli się od kobiet miłości wiernej, czułej i ofiarnej, tym więcej będzie ludzi, którzy wybierają drogę błogosławieństwa i życia, a nie drogę przekleństwa i śmierci. Tym szybciej też przejdzie do historii feminizm, który zakłada, że kobiety i mężczyźni nie mogą być szczęśliwi razem.


Kobieta sejfem miłości dla dziecka

Najbardziej niezwykłym przejawem kobiecego geniuszu jest macierzyństwo. Nie chodzi tu tylko o macierzyństwo fizyczne. Nie mniej ważne jest macierzyństwo duchowe, które oznacza przekazywanie i podtrzymywanie życia w innych ludziach poprzez karmienie ich kobiecą obecnością, miłością i codzienną troską. W tym sensie każda kobieta jest powołana do macierzyństwa. W tym sensie każda siostra zakonna realizuje powołanie do macierzyństwa, gdyż karmi swoich bliźnich Bożą prawdą o człowieku i Bożą miłością do człowieka. To nie przypadek, że najbardziej znaną w naszych czasach kobietą, którą nazywamy matką, stałą się siostra zakonna – Matka Teresa z Kalkuty. Gdy kobiety popadają w kryzys, wtedy trudno nie tylko o dojrzałe siostry zakonne, ale też o dojrzałe żony i matki. „Wiem, mówi Bóg, co znaczy przebywać w objęciach aniołów. A jednak, wierzcie mi, brakowało mi matczynych ramion!” (Michel Quoist). Macierzyństwo dojrzałe i błogosławione to owoc miłości kobiety do Boga, do samej siebie, do męża i do dziecka. Tego właśnie uczy nas Maryja, która – zanim stała się matką – w wielkiej miłości spotykała się z Bogiem, z samą sobą i ze świętym Józefem.


Mama – pierwsza wychowawczyni

Matka to pierwsza i najważniejsza wychowawczyni swoich dzieci. Przez dziewięć pierwszych miesięcy istnienia jest ona wręcz mieszkaniem dla dziecka. Po jego narodzinach staje się tą wyjątkową osobą, która przez swoją obecność, miłość i czułość chroni niemowlę przed światem zewnętrznym oraz przed wewnętrznymi niepokojami. Od postawy matki zależy w dużej mierze to, czy i na ile dziecko poczuje się bezpieczne w tym świecie oraz na ile będzie skłonne uwierzyć w miłość i uczyć się miłości w kolejnych fazach swojego rozwoju. Matka jest lustrem, przez które dziecko obserwuje świat i patrzy na samego siebie. Najlepszą wychowawczynią jest matka dobra, mądra i szczęśliwa, która cieszy się szacunkiem i miłością męża. Kontakt z matką, która jest szczęśliwą żoną, sprawia, że dziecko uczy się od niej radosnych więzi z osobami drugiej płci. W przeciwnym przypadku dziecko zaczyna bać się ojca lub ma tendencję do tego, by go lekceważyć, w zależności od tego, czy mama jest krzywdzona przez tatę, czy też to ona źle traktuje własnego męża.


Nauczycielka miłości

Najważniejszym zadaniem matki jest nauczenie dziecka dojrzałej miłości. Miłość najlepiej chroni przed uzależnieniami i przynosi radość, która sprawia, że dziecko nie ma potrzeby uciekać od rzeczywistego świata. Dziecko, które czuje się kochane i które uczy się kochać, nie interesuje się substancjami psychotropowymi, czyli takimi substancjami, które obiecują „poprawę” nastroju, a następnie oszukują, uzależniają i prowadzą do śmierci. Uczenie miłości to najlepsza profilaktyka uzależnień. Oczywiście pod warunkiem, że dziecko uczy się miłości prawdziwej i nie myli miłości, z pożądaniem, zakochaniem, akceptacją, naiwnością czy „wolnymi związkami” (nie ma związków, które nie wiążą).

 

Mądra matka uczy kochać swoje dzieci tak, jak Jezus nas pierwszy pokochał. Potrafi ona dostosować słowa i czyny miłości do niepowtarzalnej sytuacji i zachowania danego dziecka. Radośnie i czule wspiera dziecko, które się rozwija, chętnie nagradza i wzmacnia jego zachowania pozytywne, ale stanowczo upomina je, gdy dziecko błądzi. Pozwala też dziecku ponosić naturalne konsekwencje popełnianych przez nie błędów. Wie, że problemem nie jest to, że dziecko cierpi, ale że błądzi. Dzięki mądrze okazywanej miłości ze strony matki, dziecko nie tylko wie, że jest kochane, ale też stopniowo uczy się kochać siebie i innych ludzi. Dojrzała matka uczy syna szacunku wobec dziewcząt i respektowania ich wrażliwości. Wyjaśnia mu potrzeby, oczekiwania, priorytety i marzenia dziewcząt. Oczekuje od syna, by zachowywał się wobec nich z taktem i delikatnością oraz by dorastał do miłości małżeńskiej i ojcowskiej. Zagrożeniem jest pobłażliwość wobec syna i tolerowanie takich jego postaw wobec dziewcząt, jakich matka słusznie nie toleruje w zachowaniu swego męża wobec samej siebie.

 

Dla córki dojrzała matka jest wzorem bycia szczęśliwą kobietą. Uczy córkę szacunku do samej siebie w sposobach ubierania się i w kontakcie z chłopcami. Pomaga jej cieszyć się kobiecością oraz dorastać do roli żony i matki. Wydaje się, że córki łatwiej wychować, gdyż zwykle są bardziej posłuszne, pracowite, zdyscyplinowane. Nie jest to jednak prawda, gdyż córka jest bardziej niż syn wrażliwa na zranienia emocjonalne i moralne, na kryzys w rodzinie, na negatywne wpływy środowiska. Córka potrzebuje niemal nieustannych znaków miłości i troski, serdecznych rozmów, słów otuchy. Potrzebuje matki, która z dyskrecją wsłuchuje się w jej radość i łzy, w jej słowa i milczenie, w jej nastroje i marzenia. Wychowanie córki wymaga obecności obojga rodziców, jednak o niektórych sprawach córka chętniej rozmawia z mamą. Od niej uczy się bycia kobietą. Roztropna matka pomaga córce, by stawała się kimś, kto fascynuje dobrocią i głębią duchową, a nie tylko zewnętrznym wdziękiem i urodą. Uczy ją poczucia wartości i godności oraz szacunku do samej siebie. To właśnie mama przygotowuje córkę na osiągnięcie dojrzałości płciowej oraz uczy ją, by cieszyła się swą urodą w sposób, który wzbudza zachwyt, lecz nie prowokuje mężczyzn. Towarzyszy jej w czekaniu na mężczyznę, który pokocha ją najbardziej i na zawsze. Córka jest szczęśliwa wtedy, gdy czuje się kochana przez mamę dumną ze swojej kobiecości. Przy takiej mamie uczy się czystości, czyli takiego kierowania ciałem, płciowością, myślami, uczuciami i sposobami postępowania, by całą swoją kobiecością komunikowała miłość, a nie naiwność czy wyuzdanie. Dojrzała matka pomaga córce kształtować w sobie podwójne piękno: fizyczne i duchowe. To sprawia, że córka nie pozwoli mężczyznom, by traktowali ją jak rzecz, którą się pożąda, lecz będzie wymagała od nich, by traktowali ją jak osobę, którą się kocha i wspiera, a nie wykorzystuje czy posiada. Kochanym i uczącym się kochać dzieciom nie grozi szukanie „pocieszenia” w alkoholu czy narkotykach. Szczęśliwe dzieci takiego „pocieszenia” w ogóle nie potrzebują.


Matka i wychowanie religijne

Dojrzała matka troszczy się o wychowanie religijne swoich dzieci. Wyjaśnia dzieciom, że istnieje Bóg, czyli Ktoś, kto kocha je jeszcze bardziej niż ona. Opowiada historię zbawienia. Uczy modlitwy. Zabiera na Eucharystię. Przygotowuje do sakramentów. Formuje sumienia w oparciu o Dekalog. Zachęca swoje dzieci, by włączyły się w parafialne ruchy formacyjne – ministrantów, scholi, oazy. Swoim synom matka pomaga odkryć w Jezusie wzór uczciwości w postępowaniu, przykład odwagi w obronie słabszych oraz zdolność do podejmowania decyzji na zawsze. Córkom pomaga odkryć w Jezusie przyjaciela i obrońcę przed tymi mężczyznami, którzy nie potrafią kochać. Mądra matka wychowuje swe dzieci w tak solidny sposób, że gdy dorosną, to pogodnie, bez lęku – chociaż z tęsknotą – pozwoli im opuścić dom rodzinny po to, by założyli własne szczęśliwe rodziny. Wie, że ona sama ani synowi, ani córce nie wystarczy do szczęścia na zawsze. Wie też, że im mądrzej kocha oraz im solidniej wychowuje swoje dzieci, tym chętniej będą one w przyszłości wracały do niej ze swoimi małżonkami i dziećmi i tym chętniej będą wsłuchiwały się w jej rady.


Dorastanie do szczęśliwego macierzyństwa

Kobieta uczy się miłości macierzyńskiej od Boga, który nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, bo jest pełnią i który jednocześnie kocha nas miłością ojcowską i macierzyńską. W Księdze Izajasza Stwórca zapewnia nas o tym, że „jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (Iz 66, 13). Pierwszym warunkiem dorastania do dojrzałej miłości macierzyńskiej jest trwanie w przyjaźni z Bogiem, który jest jedynym źródłem każdej formy miłości między ludźmi. Drugim fundamentem szczęśliwego macierzyństwa jest dorastanie do miłości małżeńskiej. Szukać rodzicielstwa bez małżeństwa to tak, jakby szukać radości bez miłości. Nie może dojrzale kochać swego dziecka ta mama, która nie kocha mężczyzny, będącego ojcem jej dziecka. Z kolei dziecko najłatwiej uczy się kochać wtedy, gdy doznaje miłości od mamy i od taty, i gdy jednocześnie obserwuje wzajemną miłość swoich rodziców. Pierwszym warunkiem dojrzałej miłości do dziecka jest wzajemna miłość rodziców i dlatego troska o dobór odpowiedzialnego małżonka to początek miłości macierzyńskiej. Dziecko czuje się kochane jedynie wewnątrz miłości rodziców, a gdy cierpi z powodu kryzysu rodziców, to jego największym marzeniem nie jest to, by rodzice kochali je bardziej niż dotąd, lecz by bardziej niż dotąd pokochali siebie nawzajem.

Dojrzałe macierzyństwo zaczyna się zatem od miłości małżeńskiej, a nie od pragnienia posiadania dziecka. Wbrew pozorom łatwiej jest dorosłemu kochać drugiego dorosłego niż pokochać dziecko, które ma zupełnie inny świat psychiczny, inną wrażliwość, odmienne od ludzi dorosłych marzenia, obawy i lęki. Miłość do dziecka wymaga wyjątkowej empatii, cierpliwości, czułości, delikatności, rozwagi. Kto nie umie kochać małżonka, ten tym bardziej nie będzie w stanie odnosić się do dziecka z dojrzałą miłością. Kobieta, która nie chce męża, a chce mieć dziecko, zwykle boi się więzi z mężczyzną, a w kontakcie z dzieckiem kieruje się własnymi potrzebami, a nie potrzebami syna czy córki.

 

Trzecim – obok miłości do Boga i do męża – fundamentem macierzyństwa jest dojrzała miłość kobiety do samej siebie. Najszczęśliwsze jest to dziecko, które czuje się kochane przez mamę, która dojrzale kocha samą siebie. Taka mama cieszy się własnym istnieniem i swoją kobiecością. Stawia sobie szlachetne wymagania, a jednocześnie jest wobec samej siebie życzliwa i cierpliwa. Nawet w obliczu bolesnych emocji wie, że jest nieodwołalnie kochana przez Boga i przez małżonka, którego wybrała sobie w odpowiedzialny sposób i którego nadal formuje poprzez swoją dobrą i mądrą obecność.


Geniusz wychowawczy matki

Macierzyństwo to nie tylko przekazanie dziecku życia. To także trud wychowania tak, by w przyszłości w dojrzały sposób radziło ono sobie w konfrontacji z otaczającym światem i trudami życia. Matka, która dojrzale kocha, wie, że dziecko potrzebuje miłości obojga rodziców. Potwierdza to Bóg, który z propozycją Bożego macierzyństwa poczekał do czasu, aż Maryja zawarła małżeństwo z Józefem. Nawet w obliczu tej jedynej w historii ludzkości sytuacji, w której kobieta stała się matką bez udziału mężczyzny, Bóg chciał, by Jego Syn doświadczał miłości obojga małżonków. W zamyśle Boga dziecko to owoc miłości mamy i taty, a nie uboczny produkt współżycia seksualnego.

 

Tam, gdzie ojciec jest nieobecny, dzieci czują się zagrożone. Nie mają wzoru mężczyzny. Trudno im zrozumieć własną płeć. Trudno też uczyć się dojrzałych relacji z osobami płci odmiennej. Dziewczęta wychowywane przez samotne matki zwykle boją się kontaktu z mężczyznami, natomiast chłopcy lgną do mężczyzn, gdyż szukają zastępczego ojca. W obu przypadkach może dojść do skłonności homoseksualnych. W każdym przypadku rozwój psychospołeczny jest zagrożony i niepełny.

 

Dla matki, która samotnie wychowuje dziecko, staje się ono przysłowiowym oczkiem w głowie. Trudno wtedy o zachowanie krytycyzmu wobec dziecka i o stawianie mu koniecznych przecież wymagań. Samotne matki mają tendencję do rozpieszczania zwłaszcza swoich synów. Nadopiekuńczość, wyręczanie dziecka niemal we wszystkim i naiwne „usprawiedliwianie” jego błędów powoduje u dziecka poczucie bezkarności i wszechmocy albo przeciwnie – poczucie bezradności. Tak „wychowane” dziecko skupia się na własnych potrzebach, łatwo popada w arogancję, lenistwo, postawy roszczeniowe, a także w uzależnienia.


Matka nie przestaje być żoną

Przyjście na świat dzieci nie oznacza, iż odtąd rodzice przestają być małżonkami, czy że są małżonkami w mniejszym stopniu. Poznając smak macierzyńskiej miłości i radości, kobieta powinna pozostać żoną i najważniejszą osobą na tej ziemi dla swego męża. Powinna w dalszym ciągu dbać o swoje zdrowie i o swój atrakcyjny wygląd. Wiele kobiet, które stają się matkami, ma tendencję do nadmiernego skupiania się na dziecku kosztem więzi z mężem. Dochodzi wtedy do utraty tej bliskości, jaka łączyła małżonków przed narodzeniem ich dziecka.

 

Dojrzała matka zdaje sobie sprawę z tego, iż na zawsze pozostaje żoną i że ma potrzebę, by być przez męża nadal dostrzegana w swej kobiecości, obdarzana czułością i zainteresowaniem seksualnym. W przeciwnym przypadku zacznie ona coraz bardziej tracić kontakt z mężem, a to nieuchronnie doprowadzi do kryzysu małżeństwa. Z kolei kryzys więzi między małżonkami poważnie utrudni odpowiedzialne wychowanie dzieci. Kobieta, która usiłuje pełnić rolę matki kosztem więzi z mężem, stanie się w przyszłości negatywnym wzorcem zarówno dla córek, jak i dla synów. Córki bowiem mogą wtedy dojść do przekonania, że wychodząc za mąż trącą coś ważnego ze swojej kobiecości oraz ze swej seksualnej atrakcyjności. Z kolei synowie mogą uważać, że miłość, czułość i troskę okazuje się kobiecie jedynie przed zawarciem małżeństwa, czy przed narodzinami potomstwa.


Rodzicielstwo in vitro?

Dojrzali rodzice są świadomi tego, że nie tylko człowiek dorosły, ale także dziecko jest osobą, której nie można posiadać i której nie można sobie zamówić w klinice. Zamówić można jedynie jakąś rzecz w sklepie. Małżonkowie mają różne prawa, na przykład prawo wyborcze czy prawo do wolności słowa i sumienia. Nie mają jednak prawa do posiadania dziecka z tego oczywistego powodu, że nie nikt nie ma prawa do posiadania jakiejś osoby. To nie małżonkowie mają prawo do dziecka, lecz to dziecko – jeśli przyjdzie na świat – ma prawo do tego, by było kochane i chronione obecnością, czułością oraz mądrością rodziców. Małżonkowie mają święte prawo, by stworzyć takie warunki, w których dziecko może się pojawić i szczęśliwie rozwijać. Nie mają natomiast prawa do niczego więcej. Nie są producentami, lecz stróżami dziecka, jeśli ono zacznie istnieć.

Właśnie dlatego próba „wyprodukowania” potomstwa czy próba programowania potomstwa drogą manipulacji genetycznych to odmawianie dziecku godności bycia osobą. To także drastyczne wypaczenie miłości rodzicielskiej. To jedna z form okrucieństwa rodziców wobec dziecka. Tacy rodzice usiłują zaprogramować dziecko w sposób analogiczny do tego, w jaki konfiguruje się parametry techniczne komputera czy samochodu, który chcą kupić. Usiłują zagwarantować sobie taką wersję dziecka, jaka wydaje im się najbardziej „odpowiednia” dla nich. To dowód, że „kochają” przyszłe dziecko jedynie warunkowo, czyli że w rzeczywistości nie kochają wcale. Próbują uszczęśliwiać samych siebie, a nie dziecko. Potomstwo staje się wtedy środkiem do celu, a nie celem. Tacy rodzice wmawiają sobie, że jeśli ich dziecko będzie miało określoną przez nich(!) płeć czy będzie dysponowało określonymi przez nich(!) uzdolnieniami, na przykład sportowymi, artystycznymi czy muzycznymi, to będzie z pewnością szczęśliwe. Tymczasem ludzi szczęśliwych i nieszczęśliwych spotykamy w każdej grupie społecznej. Los człowieka zależy przede wszystkim od tego, na ile bezwarunkowo jest kochany i na ile solidne otrzymuje wychowanie. Wiemy, że wśród wybitnych gwiazd sportu, piosenki czy filmu wielu jest ludzi, którzy przeżywają dramatyczny kryzys i są nieszczęśliwi.

 

Dziecko „zaprogramowane” na drodze manipulacji genetycznych, ma prawo później wykrzyczeć do rodziców swój ból, sprzeciw i protest. Ma prawo postawić im pytania, na które rodzice nie znajdą odpowiedzi: kto wam pozwolił określać, jakie powinienem mieć cechy? Kto wam dał gwarancję, że będę szczęśliwy wtedy, gdy narzucicie mi preferowaną przez was płeć czy uzdolnienia, które wam się podobają? Czy wiecie, że w ten sposób ogłaszacie całemu światu, że nie kochacie mnie, ale moje cechy, które żeście sobie zamówili? Kto dał wam prawo konfigurowania mnie według waszych aspiracji czy ambicji? Kto dał wam pewność, że przyniesie mi szczęście taka wersja mnie, jaka wam się podoba? Macie prawo zaprogramować meble, rośliny, czy zwierzęta domowe, które chcecie posiadać, ale nie macie prawa zaprogramować mnie, bo ja nie jestem rzeczą, lecz osobą! Dlaczego zaistniałem jako owoc waszego wyrachowania i kalkulacji, a nie jako owoc bezwarunkowej miłości? W obliczu tego typu pytań dziecka rodzice mogliby jedynie spuścić głowę i przyznać, że odważyli się przypisać sobie boską władzę. Człowiek, który przypisuje sobie władzę Boga, z czasem przekonuje się o tym, że przypisał sobie także boską odpowiedzialność, która go przytłoczy. Dramatem w procedurze in vitro jest nie tylko to, że rodzice traktują dziecko jako przedmiot należnego im prawa, ale także to, że przyjmują jedno dziecko, porzucając w ciekłym azocie wszystkie pozostałe dzieci, którym przekazali życie. Zwykle chodzi tu o kilkanaście, a czasem wręcz kilkadziesiąt dzieci, jeśli procedura in vitro była kilka razy powtarzana. Macierzyństwo: miłość zupełnie bezinteresowna

 

Macierzyństwo to ukoronowanie kobiecej miłości. Dojrzała matka wie, że jest darem dla swego dziecka, ale nie jego właścicielką. Miłość macierzyńska – podobnie jak miłość ojcowska – to najbardziej bezinteresowna i bezwarunkowa forma miłości, do jakiej zdolny jest człowiek. Kobieta i mężczyzna wiążą się ze sobą dlatego, że uznają, iż mogą na siebie nawzajem liczyć i być dla siebie pomocą na całe życie. Tymczasem do dziecka odnoszą się z miłością zupełnie bezwarunkową. Nie wiedzą przecież, jakie będzie to konkretne dziecko, o którym marzą, czy które już rozwija się pod sercem matki. Dziecko zawsze zaskakuje swoich rodziców: czasem radośnie, a czasem boleśnie. Dojrzała miłość macierzyńska stanowi ukoronowanie kobiecego geniuszu oraz źródło niezwykłej, trwałej radości, jakiej nikt i nic nie jest w stanie kobiecie odebrać.

 

Dojrzała matka pragnie, by zaistniał ktoś nieznany, kogo z góry przyjmie z bezwarunkową miłością, czyli bez względu na cechy dziecka! Bez względu na to, ile radości czy ile cierpienia ono jej przyniesie! Wie, że jej dziecko nigdy, w żadnej sytuacji nie stanie się jej własnością. Ofiaruje mu miłość i mądrość, do jakiej jest zdolna, chociaż wie, że tak obdarowane przez nią dziecko nie pozostanie z nią, lecz pójdzie w świat, by swoją miłością i mądrością obdarzyć obcych ludzi bardziej niż własnych rodziców! Kocha dziecko nie po to, by ono się jej kiedyś odwdzięczyło, lecz po to, by stało się darem dla przyszłego małżonka, dla przyszłych dzieci, dla przyjaciół, a nawet dla zupełnie obcych ludzi. Te dzieci, które wiedzą, że są owocem bezwarunkowej, bezinteresownej miłości mamy i taty, mają optymalne warunki, by rozkwitnąć i by uczyć się kochać.

 

Kobieta kapłanką w rodzinie

To, że w Kościele katolickim nie ma kapłaństwa kobiet, niektórzy interpretują jako przejaw dyskryminacji płci. Warto jednak popatrzyć na tę sprawę głębiej. Otóż Kościół katolicki traktuje kapłaństwo jako urząd i jako służbę, a nie jako wyraz wyróżnienia mężczyzn czy jako wyraz mniejszej godności kobiet. W Kościele katolickim najważniejsze jest powołanie do małżeństwa. Jest to bowiem pierwsze i początkowo jedyne(!) powołanie, jakie Bóg komunikuje ludziom na samym początku historii (por. Rdz 2, 24). W małżeństwie Bóg ustanawia bezwzględny parytet: jeden mężczyzna i jedna kobieta!

 

Kapłani powołani są do tego, by wspierać małżeństwa i rodziny oraz by pomagać kolejnym pokoleniom mężczyzn i kobiet w dorastaniu do miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Los każdego człowieka i ludzkości zależy bezpośrednio i najbardziej właśnie od tego, co dzieje się między kobietą a mężczyzną, a zwłaszcza między mężem a żoną. Ksiądz to ktoś, kto rezygnuje z założenia własnej rodziny po to, by od rana do wieczora wspierać rodziny w swojej parafii, ale by nie czynić tego kosztem własnej żony i własnych dzieci. Dojrzałe kobiety potrafią skutecznie wspierać małżeństwa i rodziny w swoim środowisku bez potrzeby studiowania teologii przez kilka lat, bez potrzeby przyjmowania specjalnych święceń, a także bez rezygnacji z założenia własnej rodziny. Na tym właśnie polega geniusz kobiety – geniusz w miłości i w trosce o ludzi – do którego mężczyzna zwykle dorasta powoli i z wysiłkiem.


Trzeźwość i dar abstynencji

Kobieta – żona i matka – może wypełnić swoją niezwykłą posługę miłości, wychowywania bliskich i prowadzenia wszystkich do Boga tylko wtedy, gdy zachowuje trzeźwość. Nadużywanie alkoholu przez kobietę jest szczególnie groźne dla niej samej i dla całej rodziny. Zwykle mąż odchodzi od żony, która stała się alkoholiczką lub zaczyna pić jeszcze więcej niż ona. Wtedy nie ma już kto chronić dzieci przed ogromnym cierpieniem i krzywdą. Niemal w stu procentach przypadków rozpada się rodzina, w której kobieta – żona i matka – popada w uzależnienie alkoholowe. Nawet wtedy, gdy uzna już swój problem, terapia jest znacznie trudniejsza niż w przypadku mężczyzn.

 

Z wymienionych powodów bardzo istotnym przejawem miłości kobiety do samej siebie i do swoich bliskich – a zwłaszcza do męża i dzieci – jest jej trzeźwość. Jeśli w rodzinie ktoś ma problem z alkoholem, to kobieta – żona i mama – może ogromnie pomóc nie tylko poprzez modlitwę i mądrą – a w takiej sytuacji z konieczności – poprzez twardą miłość, ale też poprzez dar abstynencji. Taki dar nie jest formalnym obowiązkiem kobiety, ale przejawem jej miłości do bliskich. Abstynencja żony czy matki to mocne potwierdzenie, że dla męża czy dorastającego dziecka, że ona nadal kocha tego, kto wpadł w uzależnienie, a okazuje twardą miłość jedynie dlatego, że jest to konieczne. Dojrzała żona i mama wie, że osoba nadużywająca alkoholu nie uwolni się z tego dramatu, jeśli nie zacznie ponosić konsekwencji swoich zachowań i osobiście cierpieć.


Zakończenie

Żyjemy w cywilizacji, która staje się coraz bardziej pogańska, ateistyczna, antychrześcijańska. To cywilizacja, w której dominuje niska, coraz częściej wręcz prymitywna kultura, promująca egoizm i wyuzdanie i która kpi sobie z miłości, małżeństwa i rodziny. To cywilizacja, która wspiera ideologię gender, czyli tę ideologię, która twierdzi, że nie ma już kobiet ani mężczyzn i że każdy może wybierać sobie dowolne role społeczne, niezależnie od swojej biologicznej płci. Nic dziwnego, że – jak to precyzyjnie zdiagnozował Jan Paweł II – mamy obecnie do czynienia z cywilizacją śmierci, która lekceważy małżeństwo, rodzinę, wychowanie i życie człowieka. Nie zaskakuje nas też fakt, że w tego typu cywilizacji mamy coraz więcej ludzi uzależnionych – od alkoholu, narkotyków, popędów, hazardu, komputera, Internetu.

W tej sytuacji prawdziwym skarbem dla Kościoła, Narodu i dla każdej rodziny jest kobieta – żona, matka, siostra – która przyprowadza swoich bliskich do Boga, która własnym przykładem uczy ich Bożej miłości, która zawsze jest trzeźwa i która decyduje się na dar abstynencji, zwłaszcza wtedy, gdy widzi, że jej bliscy zagrożeni są uzależnieniami. Taka kobieta sama jest szczęśliwa i skutecznie pomaga swoim bliskim, by żyli w radości i wolności dzieci Bożych.

 

Źródło: Zespół Apostolstwa Trzeźwości

Kategorie wpisu: Informacje
« powrót