Warto przeczytać

Wyszukiwarka

Biczowanie Pana Jezusa

2012-03-14 22:23:58

Ks. Przemysław Wesołowski


Spójrzmy na Jezusa Chrystusa, który został ubiczowany, wyśmiany i poniżony. Zdałoby się patrząc tylko po ludzku, że Jezus jako Bóg – Człowiek staje przed nami jako przegrany. Jakże okrutne cierpienie zgotował człowiek Bogu, który za człowieka oddał wszystko, oddał samego siebie! Ale w oczach Jezusa – sponiewieranego, wyszydzonego, broczącego krwią możemy dostrzec wyraz głębokiej miłości Boga do człowieka.


Po wstępnym dochodzeniu rzymski namiestnik i sędzia Poncjusz Piłat przekonał się, że osoba i działalność Jezusa Chrystusa – Więźnia z Galilei wznieca spory religijne pomiędzy Żydami. Przed Piłatem Jezus okazał się niewinny! Jednakże chcąc nasycić krzyczący tłum pod pałacem, Piłat skazuje Go na ubiczowanie.

Piłat zwyczajnie umywa ręce. Zdaje sobie sprawę z tego, iż skazuje na chłostę Człowieka, który jest niewinny. Św. Mateusz Ewangelista podaje: „Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: <<Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz>>. A cały lud zawołał: <<Krew Jego na nas i na dzieci nasze>>. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie” (Mt 27, 24-26).

W starożytności znano dwa rodzaje biczowań. Według żydowskiego sposobu wymierzano skazańcowi 39 uderzeń. Było to biczowanie łagodniejsze od rzymskiego, jednak sami Żydzi nazywali je „pośrednią śmiercią”. Skazańca uderzano długim, giętkim prętem trzynaście razy w każde ramię i trzynaście razy po lędźwiach.

Jezusa skazano na rzymski sposób biczowania, który był bardziej zabójczy od żydowskiego. Biczował specjalnie do tego przygotowany człowiek, którego nazywano – liktorem. Przy biczowaniu używał batogu – tak zwanego flagellum. Była to krótka, drewniana pałka, do której przymocowywano rzemyki zakończone ołowiem, kawałkami kości lub ogniwkami z żelaznego łańcucha. Prawo rzymskie nie mówiło nic o ilości uderzeń, nie wymieniało części ciała, które wolno było bić. Dlatego bito po całym ciele. O długości kary decydował trybun.

Zdjęto tunikę z Jezusa. Jego ręce przywiązano do niskiej kolumny. Stał w pozycji pochylonej. Żołnierz przeznaczony do biczowania stał w odległości dwóch kroków od skazańca. Rozpoczął swą pracę. Przyglądało się temu około czterystu kolegów, którzy wylegli na dziedziniec. Widok taki, był dla nich oderwaniem od nudy codziennego dnia. Rzemienie raz za razem uderzały w plecy, a ich końce oplatały ciało. Ukazały się najpierw sine pręgi, po nich rany i krew. W przypadku omdlenia do przytomności przywracano zimną wodą. Z Chrystusowych ust wydobywał się tylko cichy, spontaniczny jęk bólu; żadne słowo skargi ni gest protestu. Po jakimś czasie trybun dał rozkaz zaprzestania kaźni. Ciało Jezusa było zbroczone krwią, całe poranione, zmaltretowane, niepodobne do ciała człowieka.

Tak poniżonego wyszydzali Go jeszcze żołdacy rzymscy. Pluli na Niego, bili Go trzciną po głowie. Narzucili na Niego szkarłatny płaszcz. Na głowę włożono koronę cierniową. Przy tym wszystkim szydzili wołając: „Witaj, Królu Żydowski!” (Mt 27, 29).

Jezus cierpi w osamotnieniu. Judasz, towarzysz i przyjaciel, człowiek powołany, wydał Go w ręce oprawców. Piotr, ten, który potem ma stać się Opoką, czyli Skałą Kościoła stchórzył zapierając się Pana trzykrotnie. Pozostali uczniowie rozpierzchli się na wszystkie strony z wielkim lękiem przed czekającymi ich represjami. W tej strasznej męce biczowania wydaje się, że sam Bóg Ojciec opuścił swojego Jedynego Syna. Jednak przez ofiarę swojego Syna Bóg ukazuje nieskończoną miłość do człowieka. Czy jest większa granica miłości Boga do człowieka?

Jakże dokładnie wypełniają się wtedy słowa modlitwy Jezusa z Ogrójca: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22, 42). Jezus bezgranicznie oddany Ojcu wypełnia Jego wolę. Wydaje się, że winni biczowania są tylko ci, którzy Jezusa na nie skazali i ci, którzy tego dokonują na dziedzińcu. Jednakże nie tylko Piłat, Żydzi, czy żołnierze rzymscy są współwinnymi okrutnej kaźni biczowania. Biczowanie i męka dokonuje się cały czas. Grzechy przeciwko Bogu i człowiekowi bardzo ranią Jezusa. Nasze grzechy w jeszcze większym stopniu zadają rany na ciele Chrystusa. Chciejmy widzieć w postawie skruszonego świętego Piotra wzór, jak mamy ufać w to, że Pan Jezus przebacza nam grzechy. On nam przebacza grzechy w sakramencie pojednania poprzez słowa kapłana: „Odpuszczone są grzechy twoje”. Umacnia naszą wiarę w sakramentach świętych, szczególnie w niedzielnej Eucharystii. Poprzez codzienną modlitwę do Niego skierowaną, pobudza nas do gorliwości w służeniu Jemu i drugiemu człowiekowi. Zadajmy sobie pytanie; co czynimy w tym kierunku, aby nasze czyny nie wyrządzały Mu krzywdy? Każdy zły uczynek przeciwko bliźniemu jest skierowany, również przeciwko Niemu. Mówi nam o tym Ewangelia według św. Mateusza: „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25, 45). Starajmy się wykorzeniać z naszego życia krzywdy i grzechy wyrządzone bliźnim. Odrzućmy grzechy naszego języka, którymi „biczujemy” innych. Pokonujmy zaniedbania w naszych codziennych, podstawowych obowiązkach. Wyrzućmy z naszych serc wszelką nieprawość, aby z mocą móc powiedzieć: „Moim Panem jest Jezus!”. Niech nasze myśli będą skierowane ku dobremu Bogu, a oczy niech widzą w cierpiącym bracie Chrystusa dźwigającego krzyż na Golgotę. Czyny nasze niech dadzą świadectwo o tym, iż wcielamy w życie Dobrą Nowinę o Królestwie Jezusa Chrystusa. Dźwigajmy swoje życiowe krzyże, bolączki, problemy i nieśmy je wraz z Chrystusem cierpiącym. Ewangelia Jezusa Chrystusa jest wymagająca i radykalna: „Jeśli kto chce pójść za Mną niech się zaprze samego siebie niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swe życie, straci je; a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je (Mt 16, 24-26). Dlatego, podejmując trudy dnia codziennego pamiętajmy, że idzie z nami Ktoś większy, Ktoś mocniejszy. Ktoś, kto nas rozumie, Który zna każdą naszą sytuację, chociażby wydawałoby nam się, iż sięgamy dna. Jezus wyciąga do każdego człowieka swoją dłoń i czeka z miłością.

Bł. Jan Paweł II przypomniał nam Polakom, „iż cierpienie ludzkie zawsze niesie w sobie wyzwanie miłości. Ten, kto je znosi w miłości do Boga i do ludzi, zamienia je w wielki dar i staje się orędownikiem w wielu trudnych sprawach”. Dlatego to bł. Jan Paweł II prosił wszystkich, a zwłaszcza chorych o modlitwę w intencji pokoju na świecie. „Ten zaś, kto styka się z cierpieniem, jest wezwany, by naśladując dobrego Samarytanina – otwierał serce i w miarę swoich możliwości niósł ulgę i duchowe wsparcie”. Pamiętajmy, iż jesteśmy świadkami miłosierdzia.

Kategorie wpisu: Duchowość
« powrót